Szkolenia Rekrutacja Doradztwo
 

Twoje doświadczenia z rozmów kwalifikacyjnych

Witamy na stronie "Twoje doświadczenia".

Zapraszamy wszystkich do pisania do nas maili i informowania nas o swoich rekrutacyjnych "przygodach".

Na tej stronie bedziemy umieszczać najciekawsze wypowiedzi.

Nasz adres: office@competitiveskills.pl

Oto doświadczenia opisane przez naszych respondentów:

"Ku przestrodze" 

Witam serdecznie,

Chciałabym opisać moją historię z rozmowy rekrutacyjnej. Tej rozmowy nigdy nie zapomnę. Był to dla mnie wstyd i upokorzenie. Co najważniejsze z mojej własnej winy. Zacznę od tego, że dwa lata temu szukałam pracy, będąc bezpośrednio po studiach. Miałam jakieś małe staże i praktyki, ale nic szczególnego. Moim marzeniem była praca w dziale personalnym i zajmowanie się tzw. miękkimi kadrami. Ze względu na fakt, że bardzo zależało mi na znalezieniu jakiejkolwiek pracy, nie koniecznie tej wymarzonej, wysyłałam swoje CV w odpowiedzi na wszystkie ogłoszenia w mediach, które w miarę pasowały do mojego CV. Byłam bardzo ambitna, po studiach, na dyplomie piątka, więc czemu nie wziąć pod uwagę stanowisk kierowniczych. Wysłałam łącznie chyba z 200 CV i listów motywacyjnych. Niestety jakoś nie specjalnie zapraszano mnie na rozmowy. Czekałam cierpliwie. Pewnego dnia zadzwonił telefon: „w związku z otrzymaną od pani aplikacją, chciałabym zaprosić panią na rozmowę”. Ach, jak bardzo się ucieszyłam. Zapisałam dokładnie adres miejsca, gdzie odbędzie się spotkanie, dopytałam nawet, kto z firmy będzie brał w nim udział. Wydawałoby się, że wszystko jest na dobrej drodze, a tu niestety pojawił się problem - zupełnie nie pamiętałam, na jakie stanowisko aplikowałam. Szukałam w zeszycie z notatkami, w pogniecionych kartkach w koszu z papierami i nic. Pani, z którą rozmawiałam przez telefon powiedziała mi, o jaką firmę chodzi, ale niestety nie wspomniała nic a nic o stanowisku. Głupio było mi dzwonić i dopytywać. Siedziałam po nocy i myślałam, próbowałam sobie przypomnieć i nagle oświecenie - o jejku (zalała mnie gorąca krew) - przecież ja do tej firmy aplikowałam na stanowisko kierownika działu HR! Przeraziłam się. Po chwili jednak oprzytomniałam - skoro znają moje doświadczenia, a i tak rozważają moja kandydaturę na to stanowisko, to czemu mam się przejmować. Pewnie na tym stanowisku liczy się głównie osobowość.

W dniu spotkania odstawiłam się, jak nigdy przedtem. Rano poleciałam do fryzjera. Na miejscu byłam pół godziny przed czasem, więc chodziłam dookoła budynku, aby w sekretariacie pojawić się punkt 16.00. Tak też uczyniłam. Powitała mnie bardzo sympatyczna pani sekretarka z wielkim brzuchem. Niedługo wybiera się na zwolnienie lekarskie, a potem na urlop macierzyński - oznajmiła z ogromnym uśmiechem. Po chwili pan dyrektor w towarzystwie specjalisty ds. rekrutacji zaprosił mnie do swojego gabinetu. Rozmowę rozpoczęto od pytań o pogodzie i takich tam „rozluźnia czy”. Potem padło kluczowe pytanie:, „co spowodowało, że odpowiedziała pani na nasze ogłoszenie?”

I tu zaczęła się gehenna - powiedziałam mianowicie, że jestem bardzo ambitna, a moim życiowym sukcesem będzie mój sukces zawodowy, że nie chcę tracić czasu na powolne pięcie się po drabinie kariery, że jestem stworzona do zarządzania ludźmi, kierowania zespołem i jestem przekonana, że powinnam zajmować od razu stanowisko kierownicze - jestem do tego w pełni przygotowana i to tylko stanowi dla mnie wyzwanie. W moim monologu zapewniałam o swojej fascynacji problematyką związaną z zarządzaniem zasobami ludzkimi i o kreowanych przeze mnie pomysłach związanych z rozwojem miękkiego HR. Co najgorsza podkreśliłam, że interesuje mnie wyłącznie stała praca w stabilnej instytucji… - itp.; itd.…. - szkoda mówić….

Osoby „po drugiej stronie” słuchały aż skończę. Potem zapanowała chwila ciszy, którą przerwał niepewny głos pana dyrektora: „ok., lecz wobec tego, co pani powiedziała nie rozumiem, dlaczego chce pani przez pół roku pracować na stanowisku mojej sekretarki, na umowę zastępstwo za Izę?”

Przed oczami stanął mi obraz dziewczyny z wielkim brzuchem, która powitała mnie w sekretariacie….

Nic dodać - nic ująć.

Ku przestrodze!

Dorota

"Różowy list motywacyjny" 

Witam serdecznie. To co chcę Państwu opisać tu punkt widzenia rekrutera. Pracuję w dziale rekrutacji w jednym z banków z kapitałem zagranicznym. Prowadziliśmy kiedyś rekrutację na stanowiska obsługi Klienta w oddziałach w całej Polsce. Daliśmy ogłoszenia i otrzymywaliśmy w odpowiedzi tony CV. To jeszcze były czasy, gdy dokumenty przychodziły do nas w formie papierowej (jakieś 5 lat temu). Skrupulatnie prowadziłam selekcję dokumentów, przeglądając przebieg doświadczenia kolejnych kandydatów. Gdy znalazłam pomiędzy dokumentami różowe CV (dosłownie napisane na różowym papierze) nie zapoznawałam się z jego treścią, tylko od razu odrzuciłam. Proces rekrutacji trwał jakieś 2 miesiące. Gdy już wyczerpaliśmy wszystkie możliwe źródła dotarcia do Kandydatów (a wciąż jeszcze brakowało nam dobrych osób na stanowiska) zdecydowaliśmy, że powrócimy jeszcze raz do tych odrzuconych CV. Wyobraźcie sobie, że z ironią sięgnęłam po różowy dokument i mocno się zdziwiłam. CV było własnością dziewczyny o bardzo ciekawym doświadczeniu. Zaprosiłam więc ją na rozmowę. Okazała się jedną z najlepszych Kandydatek - dostała pracę i nadal pracuje w tym oddziale osiągając najlepsze wyniki w Banku w Warszawie. To tylko ostrzeżenie dla Kandydatów - nie wygłupiajcie się z formą przesyłanych dokumentów (niech forma nie dominuje nad treścią). Czasem chcąc zostać zauważonym (tak jak w przypadku osoby, której historię opisałam) możesz zostać odrzucony! A Wy - Rekruterzy nie podejmujcie pochopnie decyzji, bo możecie popełnić błąd i stracić naprawdę wielki potencjał - co niemal mi się przytrafiło. Przyznaję się bez bicia.

Alina

"Rozmowa kwalifikacyjna, czy przesłuchanie?"

Pewnego dnia postanowiłem, że zacznę szukać nowej pracy. Dotychczasowy pracodawca nie był skłonny dać mi podwyżki, a poza tym czułem, że już najwyższy czas zacząć robić coś innego.  Uaktualniłem swoje CV i wysłałem do kilku firm. To nie były odpowiedzi na ogłoszenie, tylko taka akcja, a nóż - widelec, ktoś się mną zainteresuje. Niestety nie było żadnego odzewu. Wówczas postanowiłem poczytać ogłoszenia o pracę publikowane w mediach. Znalazłem ogłoszenie, że pewien bank poszukuje kandydatów na stanowisko doradców Klienta przy obsłudze klientów detalicznych. Stwierdziłem: czemu nie. Miałem doświadczenie głównie jako przedstawiciel handlowy, więc z klientem współpracowałem i wiedziałem „z czym to się je”. Pomyślałem, że w banku więcej zarobię. Wysłałem swoje CV trochę koloryzując swoje doświadczenia.  Okazało się, że z banku zostałem zaproszony na spotkanie. Termin spotkania został mi narzucony przez sekretarkę, bez żadnej możliwości manewru. Nawet nie wiedziałem, kto weźmie udział w tym spotkaniu i o czym będziemy rozmawiać. Okazało się, że w spotkaniu ze strony banku uczestniczyły 4 osoby. Zaproszono mnie do pokoju, w którym stał długi stół - wyglądał jak komisyjny. Za stołem usiadły wszystkie 4 osoby - niestety wciąż nie wiedziałem kim są. Najlepszy był początek, cytuję :”No to co nam pan sprzeda?” i cisza. Doprawdy nie wiedziałem, jak zachować się w tej sytuacji. Cisza jeszcze chwilkę trwała, po czym wstałem, przeprosiłem za nieporozumienie i wyszedłem. W sekretariacie czekała kolejna osoba. Myślę, że została potraktowana tak samo jak ja. Po tym wydarzeniu stwierdziłem, że nie będę szukał pracy na własną rękę. Jeśli zgłosi się do mnie jakiś head - hunter, to wtedy zastanowię się, czy warto podjąć rozmowy. Właśnie - rozmowy, czyli dialog. Na pewno nie mam ochoty brać udziału w żadnym przesłuchaniu.

Tomek Raczykowski

Warszawa

 
Dziękujemy za podzielenie się doświadczeniem.
Zapraszamy Państwa do kontaktu!
Maja Rozenka
Competitive Skills